Publiczna toaleta Euro 2012

Euro 2012. Hanna Gronkiewicz-Waltz mozolnie przygotowywała stolicę na przyjęcie rzeszy fanów futbolu. Było remontowanie mostów, odmalowywanie krawężników i parkomatów. Wszystko w końcu musiało wyglądało high-class i jak najbardziej światowo, broń Boże nie mogło trącić zaściankiem. Media donosiły, jak rewelacyjna będzie strefa kibica pod Pałacem, udogodnienia transportowe, pomocni wolontariusze.

W całym tym przejęciu i nadęciu, jak wypadniemy w oczach Europy, zabrakło niestety trochę przyziemnego spojrzenia na rzeczywistość i zwykłego zadbania o mieszkańców Śródmieścia. Nie pomyślano, że kibice po zalewanym piwem meczu w strefie kibica rozejdą się poza strefę, w najbliższe jej uliczki, np. na ulicę Widok. Mijają minuty i nadchodzi potrzeba skorzystania z toalety. Ale gdzie toaleta? No przecież – za krzakiem, za winklem. Oj, już dłużej nie wytrzymamy, gdzie toaleta?! – na chodniku, w zaułku przy bloku, w sumie gdzie popadnie. A wszystko to niecałe 100 m od strefy kibica. I tak pięknie odmalowane krawężniki, wypucowane parkomaty giną w „kałużach”.

Czy takim problemem byłoby postawienie toi toi także poza parkanem strefy w przylegających uliczkach? W zamian za to funduje się mieszkańcom, którzy i tak, chcąc nie chcąc, muszą uczestniczyć w piłkarskim świętowaniu, wątpliwe przyjemności: smród, brud i lepiące się od fekaliów chodniki.

Na zdjęciu widać kibiców grupowo załatwiających swoje potrzeby fizjologiczne na jedynym skrawku zieleni przy ul. Widok.

Opublikowane również na Gazeta.pl

Zdjęcie: Małgorzata Pacuła

Komentarze

  1. Na ulicy Widok jest tak zawsze, niezależnie czy jest EURO czy nie. Mieszkam tuż obok miejsca, w którym zostało wykonane to zdjęcie. Stacja trafo od lat służy za wychodek dla ludzi i psów ponieważ rośnie tam jedyne dostępne drzewko. Toalety są niedaleko, ale płacić trzeba… A wystarczyłaby jedna tojtojka.