Baczność! Stój! czyli rzeczywistość w Swingach

fot. Tramwaje Warszawskie

Instagram

Ostatnio na ulicach, bądź też precyzyjniej mówiąc – torowiskach Warszawy, pojawił się nowy tramwaj – Swing Duo. Od „starych” Swingów różni się tym, że ma drzwi po obu stronach i kabinę motorniczego zarówno na początku, jak i na końcu, co umożliwia zmianę kierunku jazdy bez konieczności zawracania całego składu na pętli.

fot. mmwarszawa

Można by powiedzieć: Super! Coraz więcej nowoczesnych, niskopodłogowych, klimatyzowanych tramwajów! Ja jednak wykrzyknę: No pięknie, coraz więcej tłumowozów! Powraca niestety moje pierwsze rozczarowanie po wprowadzeniu Swingów – brak miejsc siedzących nawet poza godzinami szczytu. Tramwaj jest zaprojektowany do przewozu jednorazowo 200 osób, z czego 28 (!) z nich ma zapewnione miejsca siedzące. W praktyce mimo pustego wizualnie tramwaju, ciężko o miejsce, żeby usiąść. Wniosek nasunął mi się jeden: byle jak najwięcej upchnąć, nie patrząc na wygodę pasażerów.

Pomyślałam: pewnie stare i mniej nowoczesne Pesy nie zapewniały Miastu możliwości upchania takiej liczby ludzi, dlatego też zdecydowali się na nowe Swingi. Z ciekawości sprawdziłam. Według Wikipedii Pesy 120N, czyli te nasze starsze warszawskie, mają 148 miejsc stojących i 63 miejsca siedzące. Jakby nie liczyć, wychodzi o 11 więcej miejsc niż w Swingach. Próba zrozumienia logiki Ratusza padła.

Przypomniał mi się też przejazd Swingiem w lipcu czy sierpniu. Kiedy poszłam poinformować motorniczego, że w tyle tramwaju zepsuła się klimatyzacja i panują tropikalne temperatury, zupełnie się nie zdziwił: „Badziew za kilkanaście milionów. Przecież to ciągle nam się psuje”.

fot. Tramwaje Warszawskie

fot. Tramwaje Warszawskie

Komentarze