Tłusty czwartek – kupione czy domowe?

Instagram

W związku ze zbliżającym się tłustym czwartkiem, pewnie już wiele osób planuje, gdzie najlepiej (i bez kolejki!) będzie można kupić pączki i faworki. Na szczycie rankingu warszawskich pączków plasuje się z pewnością Blikle, pączki z Chmielnej, czy też Grycan. Niektórzy wybierają też inną opcję – nie martwią się o kilkusetmetrowe kolejki i robią pączki w domu. Ja dziś zaprezentuję Wam obie możliwości :)

Jakiś czas temu, mieliśmy okazję zobaczyć proces wyrobu pączków oraz innych specjałów Blikle. Jeśli jesteście ciekawi, jak to wygląda „od kuchni”, zapraszam do oglądania:

A teraz druga opcja – domowe pączki mojej mamy! Kto próbował, ten wie, że są cudowne. I mimo że furrorę robią powoli pieczone (sic!) pączki, to moim zdaniem nic nie zastąpi smaku tych smażonych na głębokim tłuszczu. Przecież tłusty czwartek jest tylko raz w roku!

DOMOWE PĄCZKI MAMY GOSI

Składniki na ok 40 pączków (bo jak robić, to z rozmachem!)

  • ok. 2kg mąki (luksusowa, białostocka, wrocławska)
  • 10 dużych żółtek
  • 10 płaskich łyżek cukru
  • 1 litr i 1 szklanka mleka
  • 1 kostka margaryny
  • Szczypta soli
  • 4 łyżki octu 10%
  • ok. 0,5 litra oleju Kujawskiego
  • ok. 7 dag drożdży

Zaczynamy!

1. Mąkę przesiewamy. Około 30 dag mąki odstawiamy do osobnego naczynia. Następnie grzejemy mocno 1 litr mleka i zalewamy odstawione 30 dag mąki.

2. Mikserem ucieramy żółtka z cukrem na pulchną masę. Masę dodajemy do zaparzonej mlekiem mąki.


3. W międzyczasie rozcieramy z łyżeczką cukru drożdże i odstawiamy je do wyrośnięcia.

4. W 1 szklance mleka rozpuszczamy margarynę, a następnie razem z solą i 2 łyżkami octu dodajemy do ciasta.

5. Gdy masa ostygnie, dodajemy wyrośnięte drożdże.

 


6. Dodając stopniowo resztę mąki, wyrabiamy ciasto tak, żeby było dość gęste. Wyrabiamy je do momentu, kiedy będzie odstawało od ręki.

7. Ciasto odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia (zwiększa objętość prawie dwukrotnie).

 

8. W międzyczasie  przygotowujemy miejsce do ułożenia pączków. My stosujemy do tego folię (np. z rozciętych worków na śmieci), którą smarujemy olejem, żeby pączki się nie przykleiły. Przygotowujemy również szklankę do „wycinania” pączków (uniwersalnej wielkości). Jej brzegi też trzeba zamoczyć w oleju.

9. Na sitku odcedzamy konfitury lub inne nadzienie. Moja mama zawsze robi pączki z domowymi wiśniami (pychota!). Ważne, żeby w nadzieniu nie było zbyt dużo soku, bo inaczej pączki będą pękać.

10. Ręce lekko(!) zwilżamy olejem, żeby ciasto się do nich nie przyklejało. Wyjmujemy część ciasta na folię i wycinamy szklanką krążki.

11. Do środka krążka wkładamy trochę nadzienia i starannie zaklejamy, łapiąc za brzegi ciasta.

 

12. W połowie robienia pączków stawiamy garnek z olejem i 2 łyżkami octu (zapobiega nasiąkaniu pączków tłuszczem) na ogniu. Nagrzewamy, aż przestanie strzelać. UWAGA! Gotujący się olej niszczy garnki, więc polecam wybrać na tę okazję jakiś stary :)

13. Każdy pączek smażymy ok. 7min, aż się zarumieni (w trakcie obracając).

14. Pączki obtaczamy w cukrze pudrze z odrobiną cukru waniliowego. Smacznego!

 

Komentarz mojej mamy podczas robienia pączków: „Tu otwarty mac, tam zdjęcia, robienie pączków w tych czasach nabiera innego wymiaru!” Zapomniała jeszcze o moim  zerkaniu do tab3, żeby weryfikować na bieżąco przepis (ona oczywiście ma cały w głowie!), ale stwierdziłam, że ten fakt już przemilczę ;)

No i jak, na które pączki się decydujecie :)?